STREFA EXODUS

15 listopada odbył się finał Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Exodus ’25.

Podczas tego wspaniałego wydarzenia odbył się recital Mariusza Śniegulskiego oraz spotkanie z poezją Tadeusza Jasturna.

P R O T O K Ó Ł

z obrad jury Konkursu Poetyckiego Exodus ‘25

Jury Konkursu Poetyckiego Exodus ’25, zorganizowanego przez Stowarzyszenie „Bez Limitu”, w składzie: Tomasz Jastrun – przewodniczący, Mirosław Bochenek i Juliusz Wątroba, obradujące 3 listopada 2025 roku, po zapoznaniu się z 920 zestawami wierszy postanowiło przyznać:

* Pierwszą nagrodę w wysokości 4000 złotych (brutto), Dominice Miedzińskiej-Golczyk z Częstochowy (godło: Listopad25) za zestaw wierszy „Do Matki”, „Lata dwudzieste” i „Walizki”.

* Drugą nagrodę w wysokości 3000 złotych (brutto) Emilii Mazurek z Warszawy (godło: Czukcza) za zestaw wierszy „Postój”, „Armand Duplantis bije rekord świata” i „Pierwszy grzech główny”.

* Trzecią nagrodę w wysokości 2000 złotych (brutto) Maciejowi Gardziejewskiemu z Warszawy, (godło: Berberys) za zestaw wierszy *** (Wypatrywali ludzi z kwiatami”, *** (Batiuszka Mykoła budzi się przed świtem” i *** (Oficer właśnie zamykał furtkę).

Jury przyznało również sześć równorzędnych wyróżnień w wysokości 500 złotych (brutto) każde:

* Anecie Jasłowskiej z Wrzosowa w gminie Kamień Pomorski (godło: Sznur Jutowy) za wiersz „Bez skrzydeł”,

* Katarzynie Kamińskiej z Oleśnicy (godło: Różnicówka) za wiersz „Zapleciny”,

* Małgorzacie Machnicy z Lublina (godło: Szepciara) za wiersz „Jeśli zapomnę”,

* Jakubowi Wasilewskiemu z Koła (godło: Lapis-Lazuri) za wiersz „Warszawski spleen”,

* Kacprowi Wiewiórze z Bralęcina w gminie Dolice, województwo zachodniopomorskie (godło: Wersyfikator) za wiersz „To pytanie nie na miejscu”,

* Leszkowi Wójcikowi z Lubaczowa (godło: Teofrast) za wiersz „Trudno”.

Jurorzy są zaskoczeni dużą ilością nadesłanych na konkurs prac, a szczególnie dobrych wierszy i mają nadzieję, że konkurs będzie kontynuowany, a także, że w przyszłych edycjach zostanie uhonorowanych jeszcze więcej artystów pióra.

Chybie, 3 listopada 2025 roku

 

Dominika Miedzińska-Golczyk, I nagroda

Do Matki

Drogi byś nie poznała 

Skręca się teraz po asfaltowym ślimaku 

Ani muzyki, w której nie ma melodii 

Ani rozmów przez komputer 

Inny jest też smak pomidorów 

Wiesz, nie ma już telefonów z tarczą 

Są czaty i wideorozmowy 

Nie ma spontanicznych odwiedzin 

Ani odpustów z karuzelą 

Rzadko już czuję zapach 

krochmalonej pościeli 

i świeżego prania na sznurze 

Ale konstelacja gwiazd na letnim niebie 

jest taka sama 

I zapach skoszonej trawy 

I ból zdartego kolana 

jest taki sam 

Są teraz mamy, które tulą dłużej 

i ludzie, którzy mówią „kocham” bez wstydu. 

Nie trzeba milczeć ze strachu ani bać się głodu 

I mnie byś nie poznała 

Może po dłoniach 

Są teraz takie jak Twoje

Emilia Mazurek, II nagroda

Postój

Zmrok. Parking na autostradzie

gdzieś za Klagenfurtem. Miasteczka

wtulone w miękkość dolin

zapalają kryształowe lampy

w koncertowych salach pod gołym niebem.

Wracam ze stacji benzynowej,

taszcząc plastikowe baniaki z wodą.

Za moimi plecami

kłócą się po rumuńsku

kierowcy ciężarówek. Swojsko,

soczyście.

Właśnie wysiadłaś z kampera. Ciekawskimi

nozdrzami zapamiętujesz zapach jeszcze

rozgrzanych górskich łąk. Nareszcie uwolniona

z podróżnego odrętwienia

wbiegłaś w przydrożną zieleń.

Do reklamówki rwiesz mirabelki

z poskręcanych gałęzi.

Jedną garść owoców ciskasz w niebo;

żółte kulki nie spadły, pozostają

jasnymi punktami na ciemnym stropie.

Światła rozpędzonych samochodów

przecinają twoje ciało jak strzały z bata

ostatnimi akordami Mondnacht Schumanna.

Maciej Gardziejewski, III nagroda

Oficer właśnie zamykał furtkę, gdy podjechali

pod dom. Zdążył jej przekazać list, decyzję

o awansie, słowa współczucia od Państwa,

wsiadł pośpiesznie do samochodu i odjechał.

Ona stała przed chałupą z tym listem

w dłoni gdy postawili na podwórku kartony

ze zmywarką i odkurzaczem. Blada, milcząca,

nie mogła tego wszystkiego zrozumieć.

Wnieść? Zapytał niższy pokazując głową na dom.

Przed chwilą usłyszała, że od tygodnia nie żyje,

a teraz to. Przesyłka od niego. Z samego Chersonia.

Po dwóch tygodniach dotarła na ich buriackie podwórze.

Kury nieufnie zbliżyły się do paczek,

troje małych dzieci kucnęło opodal,

pierwsze krople deszczu zabębniły

o wiadro stojące na desce na cembrowinie

studni i o dna garnków schnących na płocie.

Bóg daje, Bóg zabiera, powiedział

wyższy. Życie, westchnął ten niższy.

Ukłonili się wdowie i odjechali. Mieli

jeszcze parę lodówek na pace.

Przejdź do treści